środa, 11 grudnia 2013

Hardcorowa wycieczka do Muzeum Hymnu w Będominie


Niedziela, 7:30 pobudka. Szybki rzut oka za okno… pierwsza myśl – Wracam do łóżka pod ciepłą kołderkę! …ale nie dzisiaj. Tej niedzieli kręcimy na rowerach z GR3miasto. Czas się zebrać w sobie, przezwyciężyć niedogodności jesiennej aury i wyjść z domu. Nie ma złej pogody na rower – można być tylko źle ubranym. Jak się ubrać na jesienną słotę można było przeczytać we wcześniejszych publikacjach na www.trojmaisto.pl np. TUTAJ. Spotkaliśmy się z grupą żądnych mocnych wrażeń rowerzystów w miejscu zbiórki w okolicach dworca PKP w Gdańsku. Poranek nie należał do najpiękniejszych, ale tegoroczna jesień i tak była dla rowerzystów dość łaskawa. Rozpoczęliśmy naszą wycieczkę w składzie 17 osobowym.
Pełni zapału ochoczo zaczęliśmy kręcić nasze kilometry w kierunku celu naszej wycieczki – Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie.

Muzeum Hymnu Narodowegow Będominie jest oddziałem Muzeum Narodowego w Gdańsku i zostało powołane do życia 17 lipca 1978 r. Prezentująca unikatowe zbiory placówka mieści się w XVIII-wiecznym dworku szlacheckim, w którym urodził się Józef Wybicki, twórca polskiego hymnu narodowego – Mazurka Dąbrowskiego. 

W Muzeum prezentowane są dwie wystawy stałe: „Józef Wybicki i jego epoka” oraz „Rola Mazurka Dąbrowskiego w podtrzymywaniu świadomości narodowej Polaków w XIX i XX wieku”. Można tu zobaczyć meble, gobeliny, broń białą i palną, orzełki wojskowe, medale, biżuterię patriotyczną, obrazy, ryciny, rękopisy, archiwalne karty pocztowe, śpiewniki, ekslibrisy czy archiwalne wydawnictwa muzyczne dotyczące hymnu polskiego, jak również jego twórcy. Eksponaty pochodzące z XVIII, XIX i XX w. w większości powstały na terenie Polski, jednakże część z nich pochodzi z Francji, Niemiec, Anglii, Włoch oraz USA.

Od niedawna został także utworzony tematycznyszlak rowerowy mający swój początek w okolicach Jeziora Łąkie a kończący się w Będominie w Muzeum Hymnu Narodowego. Szkoda tylko, że informacja o szlaku jest tak słabo rozpowszechniona.

Z pod dworca PKP w Gdańsku ruszyliśmy w kierunku Otomina asfaltowymi drogami rowerowymi wzdłuż ulicy Kartuskiej, Łostowickiej i Al. Havla. Tam na wysokości ul. Płockiej opuściliśmy asfalt i podmokłymi, pagórkowatymi bezdrożami omijając ruchliwe drogi samochodowe przecisnęliśmy się do Otomina. Już w Otominie jesienna aura dała się niektórym uczestnikom wycieczki we znaki. Szczególnie przeciwny wiatr spowalniający i zdecydowanie utrudniający posuwanie się naprzód dał się we znaki. Tuż za jeziorem Otomińskim kilku uczestników wycieczki podjęło decyzję o powrocie do ciepłego domowego zacisza.
Pozostała grupa z mozołem popedałowała w kierunku Kolbud. Leśne szlaki okolic Sulmina i Kolbud pozwoliły nam odetchnąć od uciążliwości zmagań z wiatrem, ale zrekompensowały nam nudę leśnej przejażdżki co pewien czas rzucając pod koła rozległe błotniste kałuże. W Kolbudach mogliśmy się wsłuchać w kanonadę wystrzałów z myśliwskiej broni dobiegających do nas z nieopodal położonej strzelnicy. Muszę przyznać, że te odgłosy napawały nas odrobiną niepokoju, czy to tylko odgłosy ze strzelnicy, czy też zbliżamy się do rejonu polowania. Jesień nie byłaby jesienią gdyby nie uraczyła amatorów aktywnego wypoczynku deszczem. Nas też to spotkało. Od Kolbud niemalże do samego celu naszej wycieczki siąpił naprzemiennie raz drobny i rzęsisty to znów bardziej ulewny deszcz. Na domiar wszystkiego Pani Jesień raczyła nas silnym zmiennym wiatrem zdecydowanie potęgującym doznania i atrakcje wyprawy. Odcinek od Kolbud przez Pręgowo, Ostróżki do miejscowości Buszkowy w miarę szybko przemknęliśmy wspinając się niemalże cały czas pod górę lokalnym asfaltem. W Buszkowym skończyła się asfaltowa sielanka i znów powitaliśmy rozmoknięte od siąpiącego deszczu bezdroża. Określenie bezdroża nie jest tutaj przenośnią, ale dosłownym stwierdzeniem. Pomimo obecności na mapie papierowej oraz GPS w rzeczywistości droga gruntowa została zamieniona na pole po którym nawet prowadzenie roweru było wyczynem.

Zmęczeni błotnistą przeprawą, wiejącym porywistym wiatrem i przemoczeni rzęsistym deszczem odetchnęliśmy chwilę w leśnym zaciszu. To był również punkt przełamania się kolejnej grupy uczestników wycieczki. W dalszą drogę ruszyliśmy znów w pomniejszonym składzie. Kolejny etap to odcinek od Szklanej Góry do Mierzeszyna - odcinek asfaltowy. W Mierzeszynie wg. planu wycieczki mieliśmy znów opuścić asfalt i polnymi traktami udać się w dalszą drogę. Podjęliśmy wspólną decyzję, że poddamy się niestety nieustępliwej i nieprzyjemnej jesiennej aurze i dalszą drogę do Muzeum w Będominie pokonamy już drogami asfaltowymi. Pomimo dobrego podłoża pod kołami naszych rowerów dalsza droga wcale nie była łatwa. Zdecydowanie jesień postanowiła nam dać w kość i raczyła nas silnym zmiennym wiatrem od strony okolicznych pól i zacinającym, zimnym deszczem. Sprawy wcale nie ułatwiało ukształtowanie terenu. Droga w kierunku Będomina mieliśmy wrażanie ciągnie się cały czas pod górę. W Trzepowie nasza grupa uległa kolejnemu uszczupleniu i następnych rowerowych zapaleńców, którzy postanowili wrócić do Trójmiasta. Pozostała część drogi do Muzeum Hymnu przebiegłą nam bez większych niespodzianek i w składzie 5 osób dobrnęliśmy do celu. Satysfakcja z osiągnięcia celu w tak niesprzyjających warunkach nie ma swojego odpowiednika w słowach. Niestety cała droga dojazdu zajęła nam tyle czasu, że na zwiedzanie już go zabrakło więc zmęczeni, ale usatysfakcjonowani ruszyliśmy w kierunku Kościerzyny i tamtejszej stacji PKP.

Wrażenia z wycieczki

Jednym zdaniem – Łatwo nie było! Wycieczkę rozpoczęła dość liczna jak na tę porę roku grupa, natomiast niesprzyjające warunki atmosferyczne skutecznie zmusiły niektórych do przerwania wyprawy i powrotu do domowego ciepła. Tak czy inaczej tę wycieczkę na pewno powtórzymy chociażby dlatego, żeby zbadać i zapoznać się z przebiegiem powyżej przytoczonego Rowerowego Szlaku im. Józefa Wybickiego.

Ubolewam nad małą ilością zdjęć… Cóż warunki nas nie rozpieszczały i niestety bardziej skupialiśmy się na dojechaniu do celu niż na fotografii. Poza tym o sprzęt trzeba dbać. Wiosną przy powtórce trasy poświęcę więcej miejsca na fotki.

Przebieg trasy wycieczki:

Jeżeli poniższa mapka nie wyświetla się poprawnie można ją pobrać TUTAJ



Statystyki naszej wycieczki:

Dystans: 66 km
Czas jazdy z postojami: 6 godz. 21 min
Czas jazdy bez postojów:  4 godz. 7 min
Prędkość średnia wliczając postoje: 15,6 km/h
Max wysokość:  260 m.n.p.m.
Przewyższenia: 1 143m


Rodzaj podłoża:
Drogi asfaltowe o małym natężeniu ruchu, leśne szlaki, błotniste i podmokłe „niby” drogi polne.
Do realizacji trasy najbardziej polecamy rower górski, ewentualnie trekkingowy. 

Wycieczkę prowadzili: Piotrek Książek, Bartek Winikajtys, Marek Sadowski
Relacja: Piotrek Książek